3 fakty i mity dotyczące medycyny w odchudzaniu!

Coraz częściej spotykamy się z internetowymi, złotymi radami, dotyczącymi naszego zdrowia, diety idealnej i medycyny. Prawda jest taka, że to co dla jednej osoby jest zdrowe i wskazane, dla drugiej, może być szkodliwe. Każdy z nas jest indywidualnym przypadkiem, z szeregiem schorzeń, chorób i medycznych przeciwskazań.
W trosce o wasze zdrowie i bezpieczeństwo przedstawimy 3 najpopularniejsze tematy, w których znajdziemy wiele sprzecznych opinii. Obalimy je, lub potwierdzimy raz na zawsze!

1. Indeks glikemiczny jest tylko dla cukrzyków

Indeks glikemiczny (IG) to pewnego rodzaju wskaźnik, obrazujący nam, jak mniej-więcej zachowa się nasza glikemia po spożyciu danego produktu. Produkty z niskim indeksem nie wpływają na nią zupełnie, lub w niewielkim stopniu. Produkty z wysokim indeksem powodują wysoki skok cukru we krwi, a tym samym negatywny wpływ na nasz stan zdrowia.

Cała dieta z niskim indeksem opiera się na 3 prostych zasadach:
a) większość energii musi pochodzić z węglowodanów, potem z tłuszczów, a na końcu z białek. W diecie powinno postawić się na produkty pełnoziarniste, surowe warzywa czy kiszonki
b) nie należy jeść produktów z cukrem rafinowanym
c) odstawić należy tzw. produkty białe, czyli mączne, pszenne makarony, ryż biały

Jak więc widać zasady odnośnie indeksu są po prostu oparte na … zdrowym odżywianiu. Nie jest tajemnicą, że na stan naszego cukru powinniśmy uważać zawsze, bez względu na to czy jesteśmy diabetykami czy nie. Cukrzyca typu 2 jest schorzeniem nabytym, wynikającym głównie ze złych nawyków żywieniowych. By uniknąć tej nieprzyjemnej choroby łatwo sięgnąć po dietę cukrzycową, oraz tabelę z pełną rozpiską indeksów. Wniosek? To mit. IG jest przeznaczony dla każdej kobiety i mężczyzny, bez względu na wiek, czy stan zdrowia.

2. Nieważne na co chorujesz, jeśli chcesz schudnąć wystarczy obniżyć bilans kalorii

Jeden z najbardziej popularnych i najbardziej krzywdzących mitów, jakie spotykamy na forach dyskusyjnych. Niestety, to jak wygląda nasza gospodarka hormonalna i stan naszego organizmu, ma wpływ na to jak wyglądamy, czy chudniemy lub ile tyjemy. Gdyby odchudzanie w przypadku schorzeń opierało się na bilansie kalorycznym, najpewniej dietetycy nie mieli by tyle pracy.

Weźmy przykład chorób autoimmunologicznych, np. Hashimoto. Jest to choroba polegająca na zapaleniu tarczycy, która w głównej mierze odpowiada za metabolizm naszego organizmu. Dieta w przypadku takich schorzeń nie opiera się na kaloryczności potraw, ale na pełnej liście zakazanych i dozwolonych produktów. Tak oto zakazane są warzywa kapustne ( np. brukselka), które powszechnie uważane są za zdrowe i niskokaloryczne. To samo tyczy się choroby zwanej insulinooporność, której podstawą są okrzyknięte złą sławą węglowodany, jednocześnie zakazując jedzenia…gotowanej marchewki, która przyczynia się do wyrzutu insuliny do krwi.
Wniosek? Wybierając dietę weźmy pod uwagę całą listę produktów, pełen bilans odżywczy, a nie tylko kalorie, które wbrew pozorom, nie zawsze decydują o naszej figurze.

3. Nasza waga to wina genów

Kto z nas nie słyszał, że “Nadwagę mam zapisaną w genach!”? Co prawda nasi przodkowie i odziedziczone DNA mają wpływ na to jakie posiadamy schorzenia, ale jest pewien szkopuł. Lista tych schorzeń jest stosunkowo wąska, co ciekawsze, opierająca się głównie na schorzeniach z pogranicza psychologii i psychiatrii. Według badań nasza waga w 10% zależy od dziedziczenia, a pozostałe 90% to nasz styl życia, wypracowany latami w domu, szkole i miejscu pracy. Brytyjscy naukowcy odkryli gen otyłości, nazywając go FTO. Co ciekawsze, nie jest to gen gwarantujący nam dodatkowe kilogramy, ale.. przewidujący prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Oznacza to iż gen zostaje aktywowany, dopiero wtedy gdy my samymi, naszymi błędami żywieniowymi, go od tego zmusimy. Jednym z takich prowodyrów do aktywacji genu jest: brak aktywności fizycznej i tłuste jedzenie, które podnosi znacząco poziom trójglicerydów i cholesterolu we krwi. Jaki jest z tego wniosek? Można posiadać gen FTO, ale jednocześnie można nie pozwolić mu się rozwinąć.

Facebook
WhatsApp
Twitter
LinkedIn
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.